przyszłam na świat dokładnie 14 maja 1996r. o godzinie 15.45. chyba nie muszę tego ukrywać. mówię o tym otwarcie.. szczera spowiedź chyba każdemu się przyda. tak więc kończąc, a zarówno dopiero zaczynając mój życiorys, to pochodzę z Rybnika. wychowywałam się w gronie pełnym kochających się, miłych ludzi. miałam najwspanialszych rodziców na świecie i właśnie dzięki nim zapamiętałam moje super dzieciństwo pełne przygód i fantazji. nie można zaprzeczyć, że dostawałam praktycznie wszystko, co chciałam. tata kupował mi markowe ciuchy, odprawiał mi urodziny w MC bądź figloraju. zabierał mnie do zoo, uczył rysować, bo był w tym na prawdę świetny i przede wszystkim nauczył mnie słowa zabawa i szczęście. a mama jak to mama. była najlepszą mamą na świecie. z resztą nadal jest, mimo wszystko. czasami brakuje mi dzieciństwa. tego jak bardzo byłam kochana.. 4 lata później urodziła się Patrycja. no i zaczęła się siostrzeńca miłość. potem z roku na rok stawałyśmy się co raz to dojrzalsze i co raz częściej sprawiałyśmy sobie kłopoty.. kłóciłyśmy się i drażniłyśmy. ale chyba własnie od tego jest rodzeństwo, nie? mijały lata, aż w końcu nadszedł dzień, w którym wszystko się posypało. całe moje życie legło w gruzach. rodzice rozstali się. praktycznie w ogóle nie utrzymywałam kontaktu z tatą. dorastałyśmy praktycznie bez niego. a to jest najgorsze, co może się przytrafić dziecku. momentami w ogóle nie wiedziałam, co się z nim dzieje. mijałam go czasem idąc do szkoły. często przynosił mi prezenty. może nie już taki drogie-drobnostki, które mimo wszystko wywoływały u mnie uśmiech. i nagle pewnego dnia wyjechał. straciłam z nim jakikolwiek kontakt. nie odzywał się przez dobre kilka lat. codziennie chodziłam smutna. nie umiałam zrozumieć, co się z nim stało. w listopadzie 2010 r. mama zawołała mnie i oznajmiła, ze musi o czymś ważnym ze mną porozmawiać. obawiałam się najgorszego.. oznajmiła "z waszym tatą stało się coś bardzo złego.. miał zawał. przykro mi to mówić, ale powinnaś o tym wiedzieć. zmarł na miejscu.".. łzy pojawiły mi się w oczach. nie mogłam dopuścić tej myśli do siebie. był to najgorszy dzień w moim życiu. poczułam się jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce. najgorszy ból na świecie. poleciałam zapłakana do pokoju. schowałam się pod kołdrę i nie umiałam się uspokoić. jeszcze nigdy, przenigdy tak bardzo nie płakałam w okresie nastolatki. nikomu nie życzę stracić jednego z rodziców. miałam ochotę się wtedy zabić. wiedziałam już wtedy, że moje życie nie będzie już takie same. dużo się zmieni. nie będę umiała normalnie funkcjonować. do dziś nie mogę zapomnieć tego dnia. codziennie wieczorem kładąc się spać, łzy spływają mi po policzku. dalej nie potrafię uwierzyć, że on już nigdy nie stanie obok mnie i mnie nie przytuli. nigdy nie powie mi, że mnie kocha. nigdy nie zrobi mi wykładu na temat sexu i chłopaków i nigdy nie poprowadzi mnie do ołtarza. takie życie totalnie nie ma sensu. w dodatku przyjaźń z najwspanialszą osobą właśnie Ci się sypie, a Ty nie wiesz co zrobić. nie masz już wyjść ratunkowych. świat Ci się wali na głowę. upokorzenie na maksa. i najgorsze jest to, że nikt nie wie tak na prawdę, co czujesz. nikt nigdy tego nie zrozumie do końca. chyba mam na dzisiaj dość. mam dość świata. idę spać, dobranoc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz