6 dni do testów, a ja nic jeszcze nie zrobiłam. nawet nie pouczyłam się tej głupiej książeczki z religii, nie wkułam na poprawę z biologii i nie pouczyłam się na jutrzejsza kartkówkę z geografii. mam mętlik w głowie, zawalone dni, mało wolnego czasu, setki niewyjaśnionych spraw, wiele na sumieniu, niewykorzystane rzeczy i strasznie dużo złego humoru, który przeszkadza mi w wszystkim. gorzej być chyba nie mogło. jeden z najgorszych okresów w życiu jaki mogłam mieć. nie dość, że co chwile mam jakieś problemy, to teraz jeszcze to. tego nie da się kontrolować, nie da się normalnie żyć. to przerasta ludzkie możliwości. powinnam chociaż próbować coś robić, coś w końcu zdziałać. zrobić coś raz i porządnie tak, jak należy. wiecznie tylko uciekam od problemów, myślę, że czas to zmienić. postawić na swoim i posunąć się przynajmniej o jeden krok. nie można ciągle tchórzyć i stać w miejscu. nie na tym polega życie.
nie mam ochoty nawet z nikim gadać, mam na wszystko i wszystkich totalnie wyjebane (no prawię), nie ogarniam tego, co będzie, w ogóle tego nie widzę. najchętniej wkopałabym sie teraz w ziemię i nigdy spod niej nie wychodziła. dajcie wakacje bo wykituję całkowicie. najgorzej!!
weź wyjdź, ogarnij i wróć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz