czy jestem szczęśliwa? nie wiem. chyba nigdy nie doznałam szczęścia. nie wiem jako on wygląda, jak trzeba z nim postępować, jak się zachowywać. nie wiem podstawowej rzeczy o sobie. gubię się we wszystkim. szczere rozmowy, gwiazdy na niebie i długie spacery już mi nie pomagają. schodzę co raz niżej i niżej. za niedługo dotknę dna. nie umiem sie pozbierać. to chyba nienormalne, ale właśnie taka jestem. nie potrafię się skupiać. robię wszystko na spontana, bez przemyśleń. mimo, że jestem sobą, to chciałabym się zmienić. poczuć coś, czego jeszcze nigdy nie czułam. nikomu nie potrafię się porządnie wyżalić. nikt chyba mnie nie rozumie. to wszystko stało się stanowczo za szybko. mam dosyć. najchętniej teraz wypłakałabym się do poduszki i poszła spać.
mówią, że jestem niedojrzała. żebym głośno nie słuchała muzyki, bo na starość będę głucha. żebym nie siedziała na ziemi, bo w przyszłości będę chorować. mówią, żeby się ciepło ubierać, bo jak będę starsza to będę mieć problemy ze zdrowiem. mówią, że nie powinnam wieczorami wychodzić z domu, bo to przecież nigdy nie wiadomo co czeka za rogiem. i w pochmurny dzień, mówią że powinnam zostać w domu, bo zmoknę i będę chora, bo nie warto w taką pogodę iść na rower, na spacer, na boisko. ale ja się pytam, po jaką cholerę mam się tym martwić? jaką mam gwarancje, że w ogóle dożyje tych dni o których tak mówią? zresztą, po co na starość będzie mi dobry słuch, wspaniałe zdrowie, co ja w tedy będę mogła zrobić. czy nie lepiej mieć chociaż co wspominać? wolę czerpać garściami póki jeszcze mogę. przestać wreszcie tak bardzo martwić się o jebane jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz