Serduszko mi pęka, naprawdę. Rozpada się na małe kawałeczki. Wiesz, jakaś tam nadzieja we mnie siedzi, że za parę miesięcy wszystko się zmieni, będzie naprawdę lepiej. Wszystko się ułoży, będziemy naprawdę szczęśliwi. Bo wiesz, po mimo tego, że teraz wmawiasz sobie coś, co w ogóle nie jest prawdą, to nic, to nic nie szkodzi. Rozumiem prawie wszystko, dlaczego tak mówisz, dlaczego tak się zachowujesz i co jest przyczyną dalszego utrzymywania ze mną kontaktu. Ale nie rozumiem jednego, jednej niby tak wyglądająca banalnej rzeczy, która chyba wcale nie jest aż tak bardzo prosta. Nie będę tu o tym pisać, bo to tak może trochę nie wypada. Staram się mieć głowę w górze, staram się utrzymywać mój dobry humor, staram się nie stresować gdy Cię widzę, staram się, żeby po prostu było normalnie, raz w życiu było normalnie. Czy to takie trudne do zrozumienia? Kochasz mnie, kochasz mnie, serio mnie kochasz. To jest przecież oczywiste. To musi mieć jakiś sens, jakąkolwiek przyszłość i jakiekolwiek wytłumaczenie. Marzenia są do spełnienia, przekonałam się tego. Jeżeli się chce, to się udaje, po prostu się udaje.
Choć nic się nie zmieniło, jest zupełnie inaczej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz